Browsed by
Miesiąc: Marzec 2020

LECTURA: MISTYKA OKRESU MĘKI PAŃSKIEJ

LECTURA: MISTYKA OKRESU MĘKI PAŃSKIEJ

Dom Prosper Guéranger

(1805-1875)

Mistyka tygodnia Męki Pańskiej

i Wielkiego Tygodnia

(Rok liturgiczny, t. VI, Sandomierz 1935)

Głębią tajemnic tchnie Katolicka Liturgja obu tygodni, kończących okres wielkopostny. Niesłychanie znamienne są zwłaszcza obrzędy dni ostatnich, których mistykę objaśnimy jednak dopiero na miejscu właściwem, poprzestając w tym rozdziale na ogólniejszych uwagach.

Do tego, co się już powiedziało w tomie poprzednim, tutaj nie dodamy wiele. Święty okres pokutny przetacza się dalej, do wyrównania pełnej liczby dni czterdziestu, ubłogosławio-nych postem Syna Bożego na górze pokuszenia. Pod opieką aniołów, niewidzialnych wrogów duszy zwalczają chrześcijanie uzbrojeni w oręż modlitwy, usiłując przebłagać Pana skruchą serca i umarzaniem złych skłonności natury.

W dalszym ciągu Kościół Boży rozpamię-tywa teraz główne trzy tajemnice podstawowe, a mianowicie: Mękę Pana Jezusa, przygotowanie Katechumenów do Chrztu świętego, udzielanego im dawniej w Wielką Noc Zmartwychwstania — i nakoniec pojednanie pokutników, którzy w Wielki Czwartek uroczyście zostaną przypuszczeni do wspólności obcowania z bratnią społecznością wiernych.

Nienawiść wrogów Jezusowych, piekielnym rozwija się płomieniem po cudzie wskrzeszenia Łazarza u bram Jerozolimy. Niepomiernie zdumiewa się lud prosty, oglądając żywym i zdrowym tego, który policzon z umarłymi, w łonie matki — ziemi spoczywał już od dni czterech. Oczywisty dowód Boskości budzi dla Chrystusa w czystych sercach podziw niekłamany, z żywiołową siłą wybuchający publicznym hołdem stolicy i pacholąt Izraela, wołających: Hosanna Synowi Dawidowemu! Dojrzewa równocześnie i zemsta przeklętej Synagogi, za wszelką cenę łaknącej Krwi Baranka, świętokradzko wleczonego przed trybunał zbrodniarzy. Prawie na oczach naszych rozegra się ostatni akt ponurego dramatu bogobójstwa, które Liturgja święta odtworzy wiernym w najgłębiej wstrząsających obrzędach.

Katechumenom świta upragniona i zbawcza godzina oczyszczenia w sakramentalnej wodzie Chrztu świętego. Dobiega końca przygotowanie. Figuryczne postacie Starego Przymierza, wszystkie niebawem przesuną się w ustępach Pisma i wkrótce już Symbol wiary przedłożony im zostanie. Wtajemniczeni w naukę Bożą i niepojęte poniżenia Odkupiciela, chwały Jego Zmartwychwstania oczekiwać będą wraz z calem zgromadzeniem wiernych, którzy im towarzyszą modlitwą, śpiewem  i najlepszemi życzeniami.

Ciężar i brud grzechowy pozostawiając w odradzających zdrojach zbawienia, nowoochrzczeni z sercem czystem podążą po dary Ducha Świętego i przyjmą Eucharystyczne Ciało Baranka, nad którym śmierć już więcej panować nie będzie.

Upływa czas kary publicznej dla pokutników, w popiele i włosiennicy oczekujących uroczystego pojednania z Kościołem. Ukrzepiające słowa Pisma Bożego ochłodą i orzeźwieniem spływają im w duszę, a nadzieją umacnia Ofiara Baranka, którego krew Przenajdroższa gładzi grzechy świata. Przed świętem Zmartwychwstania przebaczenie otrzymają, aby w odzyskanej szacie niewinności do Przenajśw. Uczty zasiąść mogli pospołu z wiernymi, do których słowami niewypowiedzianej miłości odezwie się Pan Jezus: „Pożądaniem pożądałem pożywać tej Paschy z Wami”… (Łuk. 22, 15).

Coraz cięższą żałobę przywdziewa Oblubienica Chrystusowa, zanurzona w bezdennej otchłani Jego poniżeń, krwawej męki i zgonu na haniebnej szubienicy Krzyża. Dawno już umilkło Alleluja; teraz z kolei cichnie werset sławiący Trójcę Bożą. W pierwszym tygodniu pozostanie jeszcze w uroczystości Świętych, dozwolone do Soboty włącznie, bo Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu — to tryumf zbyt weselnie brzmiący w dniach żałoby i smutku. Częściowo zatem najpierw, a wreszcie i całkowicie milkną te słowa na ustach Oblubienicy, której serce krwawi z bólu, nieukojone po odejściu Chrystusa.

Lekcje w Jutrzni wyjęte są z Jeremjasza, nieśmiertelnego piewcy upadku Jerozolimy, naj-żałośliwszego z Proroków; smutek oznacza też fjoletowa barwa szat liturgicznych, a żałobę czarna w Wielki Piątek; dnia tego bowiem Ofiarą na krzyżu zawisł nasz Zbawca i Odkupiciel,— na wypłatę Najwyższej Sprawiedliwości katom oddający Ciało Swe Najświętsze, a ducha Ojcu Niebieskiemu.W bolesnem oczekiwaniu śmierci Oblubieńca, Kościół od Niedzieli Męki krzyże i obrazy Jego zakrywa fjoletowa zasłoną, pod którą znikają także wizerunki Świętych, słusznie dzielących losy Mistrza i Pana. To przesłanianie obrazów, ma — zdaniem liturgistów, — oznaczać upokorzenie Chrystusa chroniącego się przed ukamienowaniem, czekającem Go od zawistnej Jerozolimy, o czem opowiada szczegółowo Ewangelja z Niedzieli Męki Pańskiej. Ceremonjał ten nakazują rubryki już od Nieszporów sobotnich, bez względu na uroczystości Świętych, jeszcze przypaść mogące. Nawet w weselną rocznicę Zwiastowania, zakrytym pozostaje obraz Marji, którą w dniu tym Archanioł Boży nazwał łaski pełną i błogosławioną między niewiastami.

LECTURA: Historia Okresu Męki Pańskiej

LECTURA: Historia Okresu Męki Pańskiej

Dom Prosper Guéranger
(1805-1875)
(Rok liturgiczny, t. VI, Sandomierz 1935)

Po rozpamiętywaniu postu Chrystusa w czterech pierwszych tygodniach, — ostatnie dwa bieżącego okresu Kościół katolicki poświę­ca rozważaniu Męki Pana, bezpośrednio nas przygotowującej do weselnej uroczystości Jego Zmartwychwstania.
Wyłączne zajęcie się cierpieniami Jezusa, w odpowiednim doborze modlitw, czytsń i wer­setów, używanych w tym czasie, potwierdzają dziś jeszcze starożytne Sakramentarze i Anty­fonarze wszystkich obrządków katolickich.
Stanowczą przewagę w każdej liturgji ma Niedziela Męki Pańskiej, jakkolwiek w tygodniu po niej idącym zdarzyć się jeszcze mogą uro­czystości Świętych, aż do Niedzieli Palmowej wyłącznie. Towarzyszy im jednak stała pamięć Jezusowych cierpień, o których kapłan przy każdej uroczystości osobną czyni komemorację we Mszy świętej, a obrazy niezmiennie pozosta­ją przykryte fjoletową, żałobną zasłoną. Zresztą niczem innem na zewnątrz nie różni się Tydzień Męki Pańskiej od czterech pierwszych W. Po­stu.   Odsyłamy zatem czytelników do następne go rozdziału, omawiającego szczegółowo chara­kterystyczne właściwości końcowego okresu.
Inaczej ma się rzecz z Wielkim Tygodniem obfitującym w bogaty materjał historyczny; od za­rania bowiem chrześcijaństwa, żadna część Ro­ku liturgicznego nie interesowała wiernych ró­wnie żywo, odpowiednie tym zainteresowaniom wydając owoce pobożności ludów przez długi ciąg stuleci.
Już w III wieku o głębokiem poszanowaniu dla W. Tygodnia świadczą słowa św. Dionizego, współczesnego biskupa Aleksandrji, (Epist. ad Basilid. Canon l). Następne stulecie przydaje nazwę Wielkiego, tak wytłómaczoną przez św. Jana Chryzostoma: „Nie przeto jest Wielkim ów tydzień, iżby dni więcej liczył, albo w dniu go­dzin, lecz jedynie dla wagi i doniosłości tajem­nic w nim rozważanych”. (Homil. XXX. in Ge-nes). Nazywano go jeszcze Tygodniem żałośliwym, tak z powodu rocznicy cierpień Chry­stusa, jak dla zmęczenia i trudu, nieodłącznych w pobożnem obchodzeniu tych pamiątek. Ty­godniem przebaczenia—z powodu uroczystego po­jednania Pokutników. Tygodniem Świętym na-koniec, dla świętości obchodzonych podówczas tajemnic zbawienia. Ta ostatnia nazwa utarła się w najczęstszem użyciu, z powszechnie przyjętem mianem Wielkich dla każdego z poszcze­gólnych dni, jak np.: Wielki lub Święty Ponie­działek, aż do Wielkiej Soboty włącznie.
Wzmożona pod koniec Wielkiej Czterdziestnicy surowość postu dochodzi w dniach ostat­nich do najsilniejszego natężenia chrześcijańskiej pokuty. Bardzo niedawno jeszcze post suchy obowiązywał wszystkich od drugiej połowy W. Tygodnia. Obrządki wschodnie, bardziej kon­serwatywne pod tym względem, zachowują naj­ściślejszą wstrzemięźliwość już od naszej Pięć­dziesiątnicy, kserofagją zowiąc ten długi okres czasu, w którym suszą w calem znaczeniu tego wyrazu.
Do ostatecznych granic wytrzymałości po­suwali starożytni ostrości wielkotygodniowe, jak o tern świadczy św. Epifanjusz (Expositio jidei. IX, tiaeres. XXII), mówiąc o chrześcijanach ówczesnych, którzy od W. Poniedziałku do pier­wszego kuropiania w dzień Wielkiejnocy wstrzy­mywali się od wszelkich pokarmów. Małą za­pewne była garstka takich obserwantów; liczniej­si może pościli w ten sposób przez trzy dni ostatnie; ogół jednak wiernych przestrzegał da­wniej zupełnej wstrzemięźliwości od wieczora W. Czwartku do rana Świątecznej Niedzieli Zmartwychwstania. Pobożny ten zwyczaj spo­tykamy dziś jeszcze na Wschodzie wśród Ros­jan przeróżnych sekt chrześcijańskich. Zaprawdę pożałowania godne: taka gorliwość i odwaga po­ kuty, marnujące się na wieczność, o ile są po­za obrębem świętej jedności Rzymskiego Ko­ścioła.
Długie czuwania nocami po świątyniach, to jedna z cech głównych W. Tygodnia w staro­żytności. Po nabożeństwie Wielkoczwartkowem na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, lud w dalszym ciągu trwał na modlitwie w kościele. (S. Joan. Chrys. Homil. XXX. in Genes). Wielkopiątkową noc prawie całą spędzano u Grobu Jezusowego (S. Cyril. Hierosol. Catech. XVIII.) Wszelako najdłuższem było czuwanie Wielkosobotnie, trwa­jące do świątecznego ranka Zmartwychwstania. Kościoły szczelnie przepełnione były mądlącymi się, żywy udział biorącymi w ostatniem przygo­towaniu Katechumenów i udzielaniu tymże Sa­kramentu Odrodzenia. Dopiero po Mszy Św., kończącej się zwykle o wschodzie słońca, wier­ni rozchodzili się do swych domów. [Const. Apost. lit. I, cap. 18).
Ciężkie roboty publiczne zawieszano także na W. Tydzień; a świeckie prawo w harmonji z kościelnem, uroczystą przerwą w codziennych zajęciach podkreślało tylko na zewnątrz jeszcze wyraźniej żałobę chrześcijańskiej społeczności. Błogosławione czasy, w których wszystkim wspól­ną była pamięć Męki i Śmierci Odkupiciela i potrzeba głębszego skupienia, powodująca chwilowe zawieszenie wzajemnych stosunków to­warzyskich. Boża służba i modlitwa wypełniały wnętrza dusz, a fizyczność wyczerpywały pokut­ne uczynki wszelkiego rodzaju. Można zrozu­mieć, że takie pojmowanie okresu wielkopostne­go musiało odpowiednio kształtować dalsze ży­cie tych ludzi, którzy czystą a naiwną radością dziecka cieszyli się święceniem weselnej pa­miątki Zmartwychwstania, nadzieją krzepiącego ducha, a i ciało darzącego zasłużonem wytchnie­niem.
W poprzednim tomie przypominaliśmy usta­wę Kodeksu Teodozjańskiego, nakazującą przer­wę w procedurze sądowej na czterdziestodniowy okres W. Postu. Wydane przez Gracjana i Teo-dozjusza w 380-roku, w dziewięć lat później prawo to rozszerzył Teodozy nowym dekretem, zabraniającym i adwokackich posiedzeń na czas dni czternastu, a mianowicie przez cały W. Ty­dzień i świąteczną oktawę Wielkiejnocy. Św. Jan Chryzostom i Św. Augustyn potrącają nie­jednokrotnie o ten paragraf, przywilejem Nie­dzieli darzący każdy z dni piętnastu.
W tej epoce szczególniejszego miłosierdzia Zbawiciela, ramiona swoje szeroko otwierał Kościół publicznym pokutnikom, po zdjęciu im kajdan grzechowych uroczyste pojednanie świę­cąc z nawróconymi. Śladem umiłowanej Matki ochotnie postępując, katoliccy książęta wyzwa­lali w tym  czasie   więźniów,   karanych przez ziemskie trybunały. Z ogólnego prawa łaski wyjmowano jedynie zbrodniarzy, ciężko krzyw­dzących rodzinę lub społeczeństwo. Teodozy wyróżnia się i tutaj zaszczytną wielkością cha­rakteru. Opowiada św. Jan Chryzostom, że ce­sarz za zbliżaniem się Wielkiejnocy, osobne w tym celu wydawał rozkazy, naoścież rozwie­rające państwowe więzienia, a skazanych na śmierć życiem udarowywał (Homil. in magn. Hebdom. Homil. XXX in Genes. Homil. VI ad popul. Antioch.). Szlachetny ten gest monar­chy utrwalił się następnie w powszechnie obowiązującem prawie, o którem wspomina św. Leon Wielki: „Mękę Jezusa i Zmartwychwstanie czcili oddawna rzymscy cesarze, królewskiego berła kornie uchylający przed Boską władzą Najwyż­szego Dawcy życia i śmierć*. Hołd ten wyra­żali łagodzeniem surowości wyroków, ułaska­wianiem przestępców; usiłująte tym sposobem naśladować przedwieczne Dobro, które nas win­nych, od grzechu i kary wiecznej tak miłości­wie raczyło wyzwolić. Za przykładem owych książąt, przebaczajmy sobie wzajemne uchybie­nia… otrząsając się z gniotącego jarzma obu­stronnej niechęci i wyrywając z serca żal, a na­wet pamięć urazy, czy ciasnych uprzedzeń. Tak czyniąc, w mierze właściwej każdemu, współ­pracować będziemy z Bogiem nad przywróce­niem duszy niewinności, przez   którą najlepiej uczcimy oczekiwaną obecnie rocznicę Odkupi­ciela wszechświata”. (Serm. 40. de Quadrage­sima II).
Piękny zwyczaj amnestji chrześcijańskiej spotykamy i we Francji, gdzie np. za pierwszego królestwa św. Eligjusz, biskup Noyon przypomi­nał ludowi w kazaniu Wielkoczwartkowem: „Kościół dzisiaj pojednaniem darzy pokutników i grzesznikom odpuszcza winy, a władza świecka łagodzi wymiar publicznej kary. W całym ka­tolickim świecie wypuszczają dziś więźniów z ciemnicy, ułaskawiają skazańców, ulgę niosą niedoli”. (S. Eligii Sermo X). Dowiadujemy się następnie z Kapitularzy Karola Wielkiego, że biskupi mieli prawo (stosowane także w okre­sie Bożych Narodzin i Zesłania Ducha św.) wy­magać od sądu świeckiego uwolnienia więźniów, a w razie nieposłuszeństwa urzędników wzbro­nić im nawet wstępu do Kościoła. (Capitular. Lib. VI). Karol VI nakoniec, po stłumieniu roz­ruchów w Rouen uwięziwszy buntowników, roz­kazuje wypuścić ich w Tygodniu Żałośiiwym <Jean Juvenal des Ursius 1382).
Ostatnie jeszcze ślady owej ulgi w świec­kiem prawodawstwie francuskiem pozostały w parlamencie paryskim, chociaż w znacznej mierze zmodyfikowane. Świąteczna przerwa w sądownictwie trwa już tylko od W. Środy do Niedzieli   Przewodniej   włącznie.    W ostatnim dniu urzędowania, t. zn. w W. Wtorek, sąd za­zwyczaj w pełnym składzie udaje się do wię­zienia pałacowego, gdzie po przesłuchaniu oskar­żonych, bez dalszych już dochodzeń, sprawę umarzają, — zwalniając tych wszystkich, którzy nie zawinili przeciwko najwyższemu w kraju Zwierzchnikowi.
Naprawdę szczęśliwemi nazwać można owe czasy gorącej wiary, jej wskazaniami kierujące się naczelnie, w prywatnem i publicznem życiu! A pamiętajmy, że przez pół jeszcze pogańskiem było społeczeństwo IV wieku, stanowiące miło­sierne prawa, przytoczone wyżej! Jak w tern porównaniu wypadną stulecia późniejsze?.. Pa­mięć na Boga, przed którym wszyscyśmy za­równo grzesznicy, miłosierdzia Jego potrzebują­cy, do żywego przejmowała serca ojców i pra­ojców naszych w wierze. I dlatego prawodaw­stwo ich owiane ‚było Chrystusową miłością bliźniego, — a w całej prawdzie w owe czasy wypisywać mogli na dyplomach państwowych, te słowa: Za Królowania Pana naszego, Jezusa Chrystusa: Regnante Domino nostro, Jesu Christo.

Ostatnią wreszcie cechą tych dwóch tygod­ni, to obfitsza jałmużna i coraz częstsze uczyn­ki miłosierdzia.   Św. Jan Chryzostom wspomina o tem, chwaląc wiernych sobie współczesnych, którzy zdwajali hojność względem ubogich, — aby w ten sposób bardziej upodobnić się Bogu, którego  szczodrobliwość  jako  morze  bez dna i bez kresu na nas grzesznych temi dniami zle­wać się raczy.